AMANTES AMENTES
wszyscy jesteśmy dotknięci zarazą...
Archiwum
Listopad 2004
Grudzień 2004
Styczeń 2005
Luty 2005
Marzec 2005
Kwiecień 2005
Maj 2005
Czerwiec 2005
Lipiec 2005
Sierpień 2005
Wrzesień 2005
Październik 2005
Listopad 2005
Grudzień 2005
Styczeń 2006
Luty 2006
Marzec 2006
Kwiecień 2006
Maj 2006
Czerwiec 2006
Lipiec 2006
Sierpień 2006
Wrzesień 2006
Październik 2006
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Lipiec 2007
Zakładki:
.:*:.
Księga gości-wpisz się
Blogi
AMELIA
BARTEK-POGODA
BEBE
BOKSERKI
COTTAGE
FISZ-KA
HESITATION
RASPBERRY-SWIRL
TRUST NO ONE
W PUDEŁECZKU
YENNEFFER
Tribute
Edith Piaf
Marilyn Monroe
Marlena Dietrich
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
RSS
poniedziałek, 02 lipca 2007
Nadszedł w końcu kres, kres długiego dnia...
 

Wszystko ma swój początek, wszystko ma swój koniec. Polaroidy narodziły się w trakcie terapii psychiatryczej, kiedy zraniony, zamknięty we własnym wnętrzu dusiłem się w ciemności. Każdy polaroid rozjaśniał mi droge, oddawał urywki myśli, skrywane lęki, żale dzielił się z Wami moim szczęściem. Spełnił swoją role i zaczął obierać inną trase. Zmieniał się i odchodził od pierwotnego przeznaczenia. Dziś wydał ostatni obraz… Chociaż te ostanie można było dostrzec już jakiś czas temu. Każdy powinien znać czas kiedy powinnien się wycofać, odejść. Ten czas właśnie nadszedł. Być może kiedyś narodzi się ponownie. Zrodzony z nowych pasji, bólu, cierpienia lub zwykłej potrzeby… Chciałbym podziękować każdemu, kto choć raz poświecił mi chwile. Jeszcze bardziej tym, którzy wytrwali do końca.

Na imię mam Bartosz. Lat 21. Jestem człowiekiem, mężczyzną kochającym innego mężczyzne, niepoprawnym politycznie szczęśliwym człowiekiem. Niczego nie żałuje.

Amantes Amentes moi mili…

B.

 

19:22, polaroidy
Link Komentarze (3) »
sobota, 09 czerwca 2007
Zarobiony jestem...
A idź dziadu w cholere! Koszmar. To jakiś dowcip, że mieszkam w tej strefie klimatycznej. Takie temperatury są fajne, ale raz w roku i to na urlopie. Wszędzie pełno słońca, pełno smierdzących ludzi i na dodatek sauna w autobusach. Jak tu się dziwić, że całe dnie spędzam w pracy? Tu przynajmniej jest klimatyzacja i temperatura nie przekracza 20 stopni. Czyli taka w jakiej mogę normalnie funkcjonować. Świat zwariował albo to mnie dopadła choroba psychiczna(jak by to była jakaś nowina). Znowu dopadają mnie sprawy papierkowe i urzędowe do załatwiania. Rzecz się tyczy mojego posagu, który to pewnie będę musiał sprzedać w najbliższym czasie. Tylko, że akurat to nie jest najlepszy moment. Tak się składa, że nie mogę sobie pozwolić na tygodniowy wyjazd aby wszystko pozałatwiać. Fajnie by było gdybym mógł to wszystko zrobic przez internet, ale nie ma tak pieknie. Polska biurokracja nie jest jeszcze na tyle zaawansowana aby w takim stopniu umilić ludziom życie i pozwolic zaoszczędzić dużo czasu, że o pieniądzach nie wspomne. O tym drugim pisał nie będę bo to tylko może doprowadzić mnie do depresji, a po co żyć w udręce jak można cieszyć się urokami życia. W każdym razie chyba jesteśmy z MM uzależnieni od centrów handlowych. Jesteśmy tam prawie codziennie. Codziennie po pracy, rzecz jasna. Bo trzeba kupić spodnie, bo buty, a może sandały, bo lodówka pusta, a to się rozejrzymy za koszula, a to pojedziemy laptopy pooglądać, a to po toster bo nas naszła ochota na tosty. I taka robota. Dziś oczywiście tez idziemy… po spodnie, których kupić nie możemy od tygodnia. Ale czy to nasza wina, że mamy wysokie wymagania?
16:22, polaroidy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 maja 2007
Beznadziejny Jarmark Europa | Tuk Tuk Tuk
Czas wewnętrznej emigracji się skończył. Chociaż właściwie to była emigracja do pracy. Nie było kiedy, nie było siły. Doba jest zdecydowanie za krótka. Ale jak to się mówi coś za coś. Opłaciło się, bowiem doceniono starania i wysiłki, nagrodzono awansem. Teraz dopiero się zacznie. Skończą się luźne godziny pracy, pogaduszki itp. Zaczną się poranne wstawania, nadgodziny(jakby o tej pory ich nie było), większa odpowiedzialność przede wszystkim za prace innych ludzi. Ale przecież właśnie tego chcieliśmy:) Przez całe to zamieszanie związane z pracą nie miałem już ani siły ani ochoty na siedzenie na GG tudzież odwiedziny blogów. Zostałem trochę w tyle. Czas nadrobić zaległości.
Kwiecień zakończył się średnio przyjemnie, bowiem wiadomość o dopłacie do podatku było bolesna, zwłaszcza wysokość kwoty dopłaty... Mój portfel wpadł przez to w ciężką depresję. Fundusz wakacyjny poszedł się... Powiedzmy, że musiał się puścić z numerem konta Urzędu Skarbowego. Teraz Bartoszek żyje z tej nieszczęsnej karty kredytowej. No, ale spokojnie do wypłaty jeszcze tylko jakieś 17 dni... Damy rade.
Za oknem maj jak ta lala. Deszcz, wiatr i moje przemoczone zamszowe buty... Trzeba będzie powoli zacząć się rozglądać za nowymi, bo przy takiej pogodzie to je niebawem szlag trafi, a że kupowanie butów sprawia mi największą trudność to powinienem już zacząć się rozglądać. Średnio buty kupuje przez 3 miesiące...Nie moja wina, że jestem wybredny. A jak już są takie, co mi się podobają to cena mi się nie podoba. I taka robota...
Ludziom to już się w dupach poprzewracało. Jedni dokonują zamachu na mój zdrowy(ostatnio bardzo sporadyczny) sen, katując moje uszy puszczając mi sygnały. I nie jeden. Nie, trzeba dwa pod rząd. Jak w gimnazjum. Ja nie wiem czy tak trudno jest napisać smsa? Whatever. Inni bawią się w firmy windykacyjne, które same nie wiedzą, co chcą odzyskać, bo tak po prostu im czegoś brakuje. Proponuje odwiedzić allegro- tam jest wszystko. Taki wirtualny jarmark Europa. Jak to mawiała moja wychowawczyni w zakładzie karnym zwanym liceum „każdy ma prawo do beznadziejności...”



11:26, polaroidy
Link Komentarze (3) »
środa, 28 marca 2007
Ckliwa cipa...
Butelka wina.  Wystarczyła dzisiejszego wieczoru aby wprawić mnie w ten stan. Na TVP2 lecą Godziny. Uwielbiam ten film. Ale kiedy go oglądam w połaczeniu z winem... no coż jakoś tak dziwnie mi oczy zachodzą łzami... Bo ja w ogole ckliwa cipa jestem.
00:35, polaroidy
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 marca 2007
better don't say a word

Boli mnie głowa. Pamiętam ten z dzieciństwa. Kiedy byłem mały taki ból towarzyszył mi bardzo często, właściwie przez większość dzieciństwa. Dzisiaj znowu doskwiera mi ten sam ból. Pamiętam, że jako dziecko byłem dość nerwowy. Do dzis mi tak zostało. Łatwo się denerwuje. Może nawet za łatwo. Za łatwo denerwuje się faktem, że ktoś mi bliski pieprzy sobie własne życie, podejmując zupełnie nieodpowiedzialne decyzje. Nie rozumiem jak można być tak lekkomyślnym, zwłaszcza ktoś, kto wydawał mi się przez całe życie osoba poukładaną i mającą "równo" pod sufitem. Ale jednak z kobietami jest wszystko możliwe... Zaskoczą człowieka zawsze wtedy, kiedy się tego nie spodziewa. Nie moje życie, nie moja sprawa. Nie wiem tylko, czemu czuje się odpowiedzialny za decyzje innych?

23:32, polaroidy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Time take..

Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chcę! A nie chce mi się jak jasna cholera. Cały ten weekend spędziłem na robieniu nic. Do największych wysiłków należało wypalenie papierosa i wieczorny seks. Zapomniałem o kolacji, która dzięki moim sprawnym rączkom wylądowała cała na podłodze... Jutro, a właściwie już dziś, kolejna wizyta u lekarza. Kaszel, którego staram się pozbyć od miesiąca nie chce mnie opuścić. Zakochał się czy co? Ja w każdym razie go nie kocham, bo nie widzę ani krzty miłości w bólu, który co chwile rozrywa mi oskrzela. Chyba zrobię prześwietlenie płuc. Zobaczymy, co nam jutro powie pani doktor.

Rozpoczyna się kolejny tydzień. Ten tydzień, to tydzień, w którym odlicza się dni do wypłaty i z rozpaczą sprawdza stan konta... I tak, co miesiąc. Damy rade... Jak braknie na fajki to zaczniemy palić cudzesy.

Obejrzałem sobie Kubę Wojewódzkiego. Zaprosił mości Wszechpolaka. Boshe jestem przerażony. Gdzie się takich ludzi produkuje? Bo człowiek nie mógł czegoś takiego urodzić. Przecież to jakiś moherowy pomyleniec, którego penis nie zaznał uścisku innego niż własnej prawicy. On musi być bardzo nieszczęśliwy i skrzywdzony przez los. No tak w końcu zły dotyk boli przez całe życie... Pewnie jak był mały podchodził do mamy i mówił „pobawimy się?”, „ Nie teraz, idź pobaw się z wujkiem”. A wujek akurat w wannie. „Wujku pobawimy się?”. „Dobrze, wsadź rączkę do wanny i wyciągnij korek...”. Co za naród. Jeżeli tacy ludzie, co gorsza nasi rówieśnicy, są przyszłością tego narodu, to ja dziękuję za taką imprezę.

I znowu mi się nie chce. Nie chce mi się kłaść spać. Myśleć o tym wszystkim, co trzeba będzie jutro wykonać, gdzie pojechać, z kim się spotkać itp. Chyba trzeba sobie zaaplikować pana kopala w dupala na rozpęd, bo coś mi się wydaje, że bez tego będzie ciężko się rano podnieść z wyra. Zaczyna mi doskwierać brak urządzenia, jakim jest radio. Kiedyś wstawało się dużo lepiej, kiedy rano mnie budziły dźwięki mniej lub bardziej znane. Jak dostaniemy ładne premie to może pomyśli o zakupie jakiegoś sprzętu grającego. W końcu mam sporo płyt, których nie słucham o dawna. Ech, nie ma to jak doba muzyki formatu mp3. Niby wygodne, ale pamiętam jak zawszę zbierałem na szczególne płyty, które musiałem mieć. Oryginalne oczywiście. Kiedy już je miałem zamykałem się w pokoju, zapalałem świecie i delektowałem się długo wyczekiwanym brzmieniem. Później przegrywałem płytę na kasetę, żeby móc słuchać w drodze do szkoły w walkmanie, bowiem discmana nie posiadałem, a mp3 dostałem dopiero w zeszłym roku na gwiazdkę od MM. Musiałem się nacieszyć nową płytą aż do obrzydzenia. Katowałem non stop...Aż któregoś pięknego dnia sprzęt się zepsuł i działało tylko radio... Później już tylko komputer, internet i te nieszczęsne mp3... Każdy z nas ma swoje własne pirackie studio w domu. Nie będę krytykował, bo sam biorę w tym udział, całkiem świadomie. Życie, co zrobić? Nic tylko iść dalej, razem z postępem i nonsensem, który temu wszystkiemu towarzyszy. Tymczasem...

01:22, polaroidy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 marca 2007
Czekam tylko aż się stanie...
Wino najlepiej smakuje mi z butelki. Tak po prostu. Kończę to, którego ostatnio nie skończyłem. Czarny Doktor. Mołdawskie. Szkoda tylko, że rozlewane w Niemczech.Ale Mołdawskie. Jakie to ma znaczenie. Dla mnie żadne, w końcu nie jestem smakoszem. Przecież nie musze nim być. Nie muszę być tym, za kogo mnie uważają i za kogo chcieliby mnie uważać inni. Jestem, żyje, mam się dobrze. To powinno wystarczyć. Po co zbędne konwenanse? Ale jednak wolimy przypinać ludziom etykietki. Tak jest nam łatwiej się do nich porównywać, zazdrościć im, przeklinać ich w myślach. Nie umiemy współżyć ze sobą jednocześnie nie konkurując. Tak już jesteśmy stworzeni. I nic tego nie zmieni. No chyba, że ta kometa, która ma uderzyć w Ziemie w 20XX którymś tam roku... Swoją drogą ciekawe czy się wszystko tak nagle skończy? Pewnie i tak nie dożyje. Umrę na raka płuc, zawał lub z przepicia. A pijaków się nie żałuje. Coś dzisiaj mam taki sobie średni humor. Właściwie nie wiem, czemu. Chociaż ostatnio cos mi się często zdarzają takie stany...
Od jakiegoś czasu brakuje mi inspiracji. Inspiracji do życia. Wszystko jest tak jak powinno, ale brakuje tego czegoś, co na ogół gdzieś tam po cichu nam towarzyszy. Rano wstaje bez uśmiechu, bez tego wewnętrznego budzika, który zawsze mówi, że już pora wstawać. Od dawna nic mnie nie budzi...
Znacznie bardziej wolę noc od dnia. Nie wiem, dlaczego ale tylko w nocy czuje się w pełni komfortowo i swobodnie. Tylko muzyka w słuchawkach, światło świecy, dookoła cisza i śpiący MM. W pracy zawsze ustawiam się w grafiku od 11, żeby móc się wyspać. Nie lubię wcześnie chodzić spać. Lubię mieć wieczór tylko dla siebie. Dla własnych myśli. Myśli, które tak jak dziś nie bardzo chcą do mnie przyjść. Cały dzień były gdzieś daleko. Nadal są. Może jutro przyjdą.
Wino mi się kończy. Ech coś mi nie daje spokoju... Chodzi gdzieś za mną. Krąży dookoła i nie pozwala się złapać, aby bliżej określić problem. Ciągle się wymyka. Nie umiem tego określić, ani nazwać. Czegoś brakuje...
Wino się skończyło...


01:14, polaroidy
Link Komentarze (1) »
środa, 07 marca 2007
Sailor Moon vs Moda na Sukces czyli histeria psychiki
Po cichutku, po kryjomu wyskoczyła piłka z domu... Tak mi się teraz przypomniało. Właśnie tym zdaniem zaczynała się bajka w książeczce dla dzieci do lat 3 mojej siostry. Heh to było tak dawno. Młoda teraz już chodzi na pierwsze imprezy i poznaje świat szalonych 14 latek... Ja w jej wieku oglądałem Czarodziejkę z księżyca. No dobra może byłem trochę młodszy. A ona nawet nie wie, co to jest! Jak można nie wiedzieć, czym i kim jest Czarodziejka z Księżyca?! Przecież to najbardziej erotyczna bajka z mojego i pewnie z części również waszego dzieciństwa. Boshe moja mama prawie wścieklizny macicy dostała przez Sailor Moon. Kazałem jej kupować komiksy i magazyny z plakatami. A jak wracała bez nich to w życie wchodziły fochy... Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy to ta "bajka" pozostawia wiele do życzenia. Boshe przecież to strasznie głupie było tak naprawdę. Głupie nie głupie było moje. Kiedy było smutno i źle zawsze można było zamknąć oczy i...Hmm jak napiszę, że być czarodziejką to będzie już chyba przegięcie... Napiszmy, więc, że można było sobie przypomnieć świeżo oglądnięty odcinek;) Na poczet tamtych czasów nawet ściągnąłem sobie muzykę i ustawiłem motyw jako dzwonek telefonu:D Wychodzą kolejne spaczenia Bartosza... Ja i moja niezrównanie przegięta psychika. Na swoją obronę napisze tylko, że Pokemonów nie oglądałem. Byłem już za duzy;P Przerzuciłem się na seriale... Moda na Sukces, Zbuntowany Anioł...Esmeralda. Nie, nie wróć! Żartuje oczywiście. Tych seriali, chociaż określenie tasiemiec bardziej do nich pasuje, nie oglądałem. Chociaż jeśli chodzi o Modę na Sukces to ściemniał nie będę, bo czasami jak miałem ochotę na popołudniową kimę to włączałem. Świetnie usypia. Jak to się mówi? Wszystko się kiedyś kończy, tylko nie moda na sukces. Panno święta przecież ten tasiemiec leci już chyba ok. 12 lat... Pytanie brzmi: i co z tego? Kogo to interesuje? Chyba przedawkowałem dziś cheeseburgery w Macu. Po kieko czorta ja o tym pisze. Whatever. Kupiłem dziś wino. Miałem ochotę na czerwone wino. Wypić całe i dać pofolgować własnej psychice na tym blogu... Ale ochota przeszła. Nie mam dzis nastroju na wino. Wino dobrze smakuje tylko wtedy jak ma się na nie odpowiedni nastrój. Zawsze jak pije wino do „monitora” to przeważnie gadam na gg z Raspberry. Co powiesz na to abyśmy urządzili sobie jutro sesje przed monitorem z butelką? Jutro czeka mnie raczej ciężki dzień wiec wino będzie jak najbardziej wskazane. Więc jak?

Teraz może trochę bardziej poważnie. Chyba zaczynam powoli akceptować siebie. Nabieram dystansu. Pierwszy raz zamieściłem swoje zdjęcie w necie... Nigdy tego nie robiłem. Zawsze towarzyszyły mi myśli typu „jestem taki i owaki”, co ludzie powiedzą, jeszcze ktoś znajomy trafi na nie. Trudno, niech sobie myślą. Nie jestem przystojny, nie jestem szczupły i nawet nie wiem czy kiedykolwiek znowu będę. Wyglądam jak wyglądam. Ciało jest tylko narzędziem. Chciałbym w to uwierzyć tak do końca i w zupełności to pojąć. Oczywiście, że chciałbym wyglądać ta czy inaczej. Ale nie będę wyglądał, a pod skalpel na pewno nie pójdę, bo za bardzo boje się bólu. Poza tym czy skalpel rozwiązałby moje problemy natury psychicznej? Raczej nie. Może, więc najwyższy czas stanąć przed lustrem i stoczyć walkę z samym sobą? Nie wiem tylko czy jestem na to w pełni gotowy. Wszystko w swoim czasie. Małymi kroczkami dojdziemy do ładu. Nic na siłę. W słuchawkach rozbrzmiewa muzyka celtycka i delikatnie mnie kołysze do snu... Pozwólcie więc, że złoże spowite snem powieki na poduszkę... Kto wie może przyśni mi się Czarodziejka z Księżyca...


01:16, polaroidy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 marca 2007
walk along the way

Zwyczajny dzień. Teoretycznie taki jak każdy inny. A jednak nie taki sam. Wolniejszy. Dzień w którym nie było usmiechu. Owszem usta rozciągały się w kształt rogala, ale bardziej z grzeczności i odruchu niż z naturalnej radości i swobody. wszystko było dziś takie na niby... Na niby jestem dorosły, na niby jestem szczęśliwy. Problemy też były na niby, choć z całego dnia były najmniej na niby niż cała reszta. Jeden problem dziś się rozwiązał. Wisząca nad nami eksmisja z mieszkania odeszła sobie w ciemny kąt. Kwestia pozostaje tylko taka, kiedy powróci? To nie jest odpowieni moment na zmiane mieszkania. Strasznie tego nie lubie-przeprowadzek. Zaczynanie wszystkiego od nowa. Przyzwyczajanie sie do obcych ścian. Ścian, które trzeba będzie porzucić, kiedy skończy się umowa. Ścian, na których zostają radości, smutki... czy chociażby wspomnienia imprez. Chciałbym, aby następne ściany były już nasze. Na własność. Tak, aby wszystko co jest w nas, zostało na nich przez lata... W życiu liczą się tylko okazje i chwile, w których potrafimy je wykorzystać. I bynajmniej nie chodzi o promocyjne ceny w H&M... Marzy mi się nasz wspólny dom. Bez pozorów dla ludzi, bez tajemnic przed rodzicami, bez podziału pokojów na mój i twój gdyby teście postanowili odwiedzić nas z wizytą. Chce mieć sypialnie, która będzie naszą twierdzą do której nikt nie będzie miał dostępu. Chce wielu rzeczy, na które pewnie będe musiał poczekać niewiadomo jak długo... a nikt mi nie obiecał, że się doczekam. Minie północ a wraz z nią przyjdzie sen. Wyczekiwany od rana. Może on przyniesie uśmiech, którego brakowało przez cały dzień...

smile

23:51, polaroidy
Link Komentarze (1) »
środa, 28 lutego 2007
Ciociu klociu nie bądź taka wracaj zaraz do TikTaka...
Będę Ciocią!!! Tak, tak. Kumpela zaciążyła i teraz spadną na mnie dodatkowe obowiązki. Będę musiał palić za dwoje, pić też, no jeść to już jem za dwoje wiem to sobie odpuszczę, ale chociaż tak ją będę mógł odciążyć. W sumie to dobrze, nie będę jedynym, który wygląda jakby był w ciąży tylko, że ja to chyba w analnej i to pewnie z samoobroną. W ogóle to chciałbym złożyć zażalenie, tylko nie wiem do kogo. Ludzie czyś ta powariowali? Prześladuje mnie wszechogarniająca mania obrączek. Uściślając moje nie całkiem zrównoważone myśli chodzi mi o fakt, iż wszędzie gdzie nie pójdę i z kim się nie spotkam to słyszę o zaręczynach! Ci, bo wreszcie po tylu latach wypada, Ci, bo się kochają, Ci jeszcze z innego powodu...dzizas na za to nie dają becikowego. Może to dziwne, ale jak słyszę, że moi znajomi się zaręczają to mam ochotę jebnąć śmiechem. Wszyscy, co się zaręczali to się najpóźniej rok po tym fakcie rozstawali. Nie wiem, po co ludziom, którzy się kochają potrzebny status przedmałżeński, jakim jest narzeczeństwo? Po co się pytam? Może i jestem znieczulony i nie czuły, ale wydaje mi się to sztuczne. Być może wynika to z tego, że sam oświadczyć się nie mogę. Chociaż nie, chwila mogę, tylko, po co? Powtórzę to, co zawsze mówiłem. "Ślub to takie cos przed rozwodem". Może się nie znam. Niech będzie zaręczajcie się wszyscy, dookoła jeżeli jest wam to potrzebne do szczęścia i miłości. Tylko tak na zdrowy rozum zastanówmy się, po co się zaręczać? Żeby razem zamieszkać- bo z chłopakiem nie wypada. żeby rodzice nic nie mówili- bo ile można ze sobą chodzić. No albo jest się w ciąży... Whatever. Nie moja sprawa. Zaręczajcie się obrączki wy moje... Tylko, dlaczego wszyscy na raz??? Jeszcze tylko brakuje żeby Muminowi się wiórek sera na obrączce przytoczył. Ale zejdźmy już z tego tematu, dodam tylko, że moja szwagierka już 3 raz się zaręczała z tym samym chłopakiem i to tyle na koniec. Przechodząc do spraw ważnych lub ważniejszych. Mianowicie. Wiedziałem, że tak będzie. Jak całe życie chorowałem i pracowałem to samo rozłaziło się po kościach. A jak raz sobie poszedłem na L4 to co? Oczywiście choroba powraca i rano znowu do lekarza, bo znowu ledwo chodzę. A jeszcze wczoraj wieczorem było dobrze... Zmieniając temat. Kobiety w pracy przeżywają dziwne stadium adorowania mnie. Ciągle słyszę jakieś komplementy, uśmiechy, wyciąganie na krótkie zwierzenia. Coś mi mówi, że się zorientowały, że gramy w tej samej drużynie. No, ale cóż takie życie, zawsze miałem przypiętą etykietkę "babski król". kobiety mnie kochają, uwielbiają i nic na to nie poradzę. Ale z drugiej strony jak mnie nie uwielbiać? Prawda moje drogie? Więc podejrzewam, że będę musiał z którąś niedługo powyginać nadgarstki na zakupach. Chociaż to nie będzie chyba taki dobry pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że lada dzień przyjdzie moja karta kredytowa... Stało się. To najbardziej niebezpieczne narzędzie do wydawania nie swoich pieniędzy, które później trzeba będzie oddać, wpadnie w moje ręce i na pewno nie będzie w nich długo leżało gdyż szybko pójdzie w ruch. Tak czy owak już zaczynam trenować zakupową asertywność. I w ramach tego treningu kupiłem sobie dwie koszule :D Promocja w końcu była... Ja to w sumie mam na drugie imię promocja. Mamusia też mnie dostała w promocji... Od bociana. Albo listonosza...Wolę wersje bociana... Dobrze mili państwo. Udaje się na spoczynek bo mnie dzis jedna małpa w brązowym podkurwiła, a do tego kaszel żyć nie daje. Tak więc wyro mnie wzywa... Zaraz się przypne tymi moimi kajdankami z futerkiem... Będę jak (Gab)Rysia. „Sama się związałam i sama się rozwiązałam”. Zawsze miałem coś z dziwki...
00:27, polaroidy
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 lutego 2007
Czesio znowu popuścił...
Ło matko i córko. po tym L4 tak sie rozleniwiłem, że ani mi sie pisać nie chciało, ani tymbardziej uczyć do egzaminów, dlatego na wiekszość z nich poszedłem wstawiony... Bo skoro i tak nic nie umiem, to po co sie smucić, lepiej się napić:D No i teraz czekam na wyniki a noz widelec uda się coś zaliczyć. Ale to i tak nie koniec tej obsesji, bo jeszce jeden egzamin przede mną w niedziele i chyba kilka zaliczeń. Jak sie uda to może 2 marca będe juz po sesji...Oby! Bartoszek jest coraz starszy, w tym tygdoniu stuknęła mi kolejna wiosna na karku. Teraz to juz powoli trzeba sie zaopatrzyc w kremy z przeciw zmarszczkowe. ale cóż takie zycie. Oczywiście większość zapomniała, ale juz sie przyzwyczaiłem. Na urodzinki sprawiłem sobie nowy telefonik. Oczywiście za nim miałem okazje się nim nacieszyć musiła to zrobić rodzinka:] I taka robota pani Jolu... Dzis borykam sie z kacem bo wczoraj troche pobalowaliśmy na miescie. NIe będe ukrywał, że wtoczenie sie na drugie piętro sprawiło troche kłopotu. ale jestem cały...chyba. Teraz juz czas mi kończyć bo rano chyba miałem być w pracy... No tak ale przecież mam nienormowany czas pracy:D  
12:53, polaroidy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 lutego 2007
Karny jeżyk...
Stało się mili państwo! Nadejszła wiekopomna chwila. Tytan pracy, jakim jestem został przymusowo wysłany na zwolnienie lekarskie. Ostre zapalenie oskrzeli. Dziwnie tak jakoś. Pierwszy raz w życiu jestem na zwolnieniu z pracy. I do tego nie z własnej woli. Do tej pory zwolnienia były wybłagiwane przeze mnie przez cały okres edukacji podstawówkowo-licealnej. Z jednej strony bardzo fajnie, bo nareszcie mam czas żeby odpocząć i porządnie się wychorować, a nie na antybiotykach i painkillerach chodzić do pracy. Człowiek odpocznie sobie, posprząta...No dobra może z tym sprzątaniem to przeginam, przecież i tak wszyscy dobrze wiedzą, że cały boży dzień będę się byczył i się da. W szkole też tak zawsze było. A zrobię to i tamto i będę nadrabiał zaległości, pouczę się. Sranie w banie w Tiutiulistanie. Będę robił nic. Tylko leżenie, spanie, jedzenie, papierosek, komputer, TV i może jakiś seksik. I nie będę się golił cały tydzień! Nienawidzę się golić, cały ryj później podrażniony. I wszystkie magiczne specyfiki, balsamy, kremy nie działają. Tak jest jak się człowiek urodzi ze szlachecką, delikatną skórę. Wczoraj przyjechała mamusia i przywiozła synusiowi dużo dobrego jedzonka, w tym taki fajny dzemik jak w reklamie:D Dzisiaj przez tatusia przysłała mi pyszną zupkę na obiad. Takiemu to kurwa dobrze. Ale cóż przywileje jedynaka :D Z tego dobrobytu i najwyraźniej gorączki, puściłem sobie Mandaryne. Habbaaa! Taki sobie zrobiłem Sopot dla ubogich jak to Majewski mawia. Dzisiaj szwagierka wyleciała do Londynu do swego chłopa. Zostawiła nam kilka fajnych kosmetyków a to oznacza, że zrobimy sobie dzis wieczór dla urody. Gdyby moja łazienka była ładniejsza i gdybym posiadał wanne z hydromasażem to byłoby prawie jak urlop w hotelu spa. Ale nie mam. Kamienica się sypie i rozpada, bowiem jest od bagatela 20 lat do rozbiórki. Kto wie może jak na siebie nałożę tonę tych kremów balsamów i innych dobrodziejstw to będę tak śliczny jak nicole z PCD... Nie, nie będę. Prędzej wyszłaby z tego taka polska miriam. Wszystko ładnie i przyjemnie, a na dole kinder niespodzianka:D Cholera kończę już, bo jak wróci moja Superniania - Marcin to znowu powie, że jestem niegrzeczny i posadzi mnie na karnego jeżyka... a ja jestem bardzo niegrzeczny ]:->
13:50, polaroidy
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 stycznia 2007
Ssij Dorotko!
Historia lubi sie powtarzać. Nie odkryłem tym ameryki, ale śmiesznie się to wszystko ułożyło. Rok temu odchodziłem z Pawo. Miesiąc później proponowali mi abym wrócił juz na stanowisko kierownika, tylko po co wchodzić do tego samego bagna? Dostałem propozycje pracy, przyjąłem ją. Zajebiście się cieszyłem. Miesiąc później zaczeli dzwonić ludzie z róznych miejsc gdzie słałem cv proponując mi prace, no ale juz ją przecież miałem, a po miesiącu odchodzić nie będę, bo jak to tak? Niewypada. Szybko się przekonałem, że może jednak trzeba było... (Teraz juz wiem, że jeśli chodzi o moją kase i mój spokój to wsyztsko wypada) Odszedłem, tym razem szedłem za ciosem. Zadzwonili sami, zaproponowali ciekawą prace, co prawda za mniejsze, dużo mniejsze pozowle sobie dodać, pięniądze. Pracować miałem w reklamie. Zgodziłem sie. Było fajnie, ale wyzyć sie tego nie dało, więc znalazłem drugą dodatkową w Banku. A dziś koło się zatacza, bowiem znowu odchodzę z pracy. Z gazety. NIe zupełnie, bowiem będe w niej nadal dokonywał swoich pisanych obstrukcji, ale rezygnuje z prowadzenia działu reklamy. Nie lubie jak ktoś mnie nie szanuje i nie dostrzega mojego zaangażowania. Tymbardziej nie lubie jak ktoś sie na mnie wyzywa, tylko dlatego, że mu ktoś nie zrobił lub zrobił słabo dobrze. Mam dość tych Dorotek z krainy oz. Nad biurekim każdej Dorotki widnieje napis "boże ile ja mam pracy". Napis ten stał sie mottem zyciwym Dorotek, którymi dowodzi Czarownica z Zachodu, której kompetencje są powiedziałbym... niezadowalające. Nie muszę wspominać, że praca Dorotek w dużej mierze polega na patrzeniu i mantrowaniu napisu nad biurkiem... Teraz Dorotki są złe, że odchodzę i są dla mnie niemiłe. Chyba pogrąże sie w rozpaczy z tego powodu. Powiem tyle na pożegnanie Dorotkom...ssij! Bauncuj cyckiem dziwko! W banku lepsza kasa, milsza atmosfera, dużo więcej profitów. Poza tym mam już dość budzenia się w środku nocy i zastanawiania się do której pracy muszę najpierw iść. FINITO. Trzeba się troche zreanimować i powrócić do żywych i szczupłych, co ważniejsze... Ło matko i córko w ciągu ostaniego roku aż trzy razy zmianiełm prace...To chyba jest moje skrywane hobby. No ale cóż zrobic, faceta nie zmienie bo kocham, to sobie chociaż prace moge...wymienić na lepszy model. Chowaj sie kto może nadlatuje Czarownica z Zachodu!
11:33, polaroidy
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 stycznia 2007
Give a bit of hmmm to me...

Toż to jakieś nieporozumienie, żeby kazać mi wstawać w sobote przed 7 rano. Ale jak to się mówi klient nasz pan. A żeby było śmieszniej z tego stresu, że saśpie i się spóźnie na spotkanie nie spałem już od 4. A wyglądam tak jak sie czuje czyli arcyciekawie. Pogoda za oknem zajefajna. Deszcz, ulewa, wiatr, deszcz. Ale coż zrobić. No nic wracam do domu spać dalej... A poźniej może pozwole sobie na chwileczkę zapomnienia...

 

let's make love
08:45, polaroidy
Link Komentarze (4) »
środa, 10 stycznia 2007
Nie Ry(d)zykuj!
Boshe czuje się jak w okresie słusznie minionego PRL, gdzie panował kult pracy. Juz mi się po nocach śni... Teraz zamiast pracować, dązyc do wykonania 120% normy, siedzę i piszę... A powinienem własnie pisać sprawozdanie, robić raporty tudzież inne średnio wciagające rozliczenia z ubiegłego miesiąca, roku etc. Powoli przestaje kontaktować, widzieć świat nienależący do ekosystemu pracy. Za dużo tego wszystkiego, za mało czasu na inne rzeczy. Ponoć wszystko zależy od organizacji własnego czasu pracy. Ciekawe tylko co psychologia organizacji powiedziałaby o moim przypadku? Wypadłem z rytmu i nie umiem ponownie w niego wpaść. Wszystko dzieje się chaotycznie i bez większego planu. A plan jest taki: wstać, wykąpać sie, wyjść z domu najszybciej jak się( co ostatnio jest dość trudne) i pracować, pracować , pracować aż dopadnie mnie codzienny wieczorny ból głowy. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że najpierw jedna praca, później druga, czasami jeszcze po drugiej powrót do pierwszej, a rzeczy dla których w ciągu dnia brakło czasu i siły trzeba zrobic w nocy... Oczywiście czas między wszystkimi tymi czynnościami wypełniają mi moi przyjaciele, którzy wcale nie kryją, że mnie trują czytac papierosy. Na wszelki wypadek zawsze mam przy sobie dwie paczki gdyby jedna zagineła w akcji lub została przeze mnie brutalnie porzucona w jednym lub drugim miejscu pracy. W domu oczywiście też są pochowane po kątach na tak zwana czarna godzine, aby nie doszło do sytuacji, w której byłbym skazany na głód... Paranoja. Teraz z innej beczki, wczoraj pół dnia w drodze. Trasa Łódź-Katowice-Jaworzno-Katowice-Łódź i powrót pociagiem. W Katowicach dobywał się wczoraj chyba jakiś Gayday in HappyLand bo tylę branży co wczoraj to przez ostanie pół roku chyba nie widziałem. Byli wszędzie! Pożniej w pociagu powrót w asyscie średnio okazałych heteryckich świń. Jak ja nie lubie jak ktoś żłopie piwsko w pociagu, szlag mnie trafia! Nie wiem ale jakoś tak mi to działa na nerwy, że najchętniej wziąłbym ta puszkę i rozjebałbym mu ja o czoło jak niegdys robili w reklamie pepsi czy jakiegos innego rozpuszczalnika mlecznych zębów. A tak na marginesie to strasznie, ale to sztrasznie irytuje mnie fakt, że jedyny kanał, który dobrze mi odbiera na moim tv robi taką żenade z ramówką programową. Puszczaja same powtórki. Dzizas jak można. Z tego wszystkiego oglądnelismy sobie wczoraj wieczorem Piłe 3 i mam nadziję że to juz jest ostania częśc tej kinowej obstrukcji. Chyba juz im troche pomysłu brakło, jak to sie mawia do trzech razy szczuka. No i ta trzecia częśc była taka jakś bez finezji, ambicji, i generlanie miałem wrażenie ze nakecili ta trzecia część tylko dlatego że jakś wyprz była na scenografie... A teraz chyba pójde posłuchac radia Maryja bo za 5 lat ma być koniec świata i trzeba się zacząć już teraz nawracać, żeby później nie mówili, że jak trwoga to do boga... MOże Madzia Buczek przyjmie mnie do podwórkowego kółka różańcowego. BUhahahaha już to widzę jak sie z nimi modle i nagle urządzam im scene z egzorcysty. Hahahahahaha ale byłaby jadka...Poźniej wyskoczyłbym jako dziewczynka z zapałkami i spalił wszystkich w ramach krucjaty. Czy nie czas na mój środek przeciwbólowy?
14:37, polaroidy
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 stycznia 2007
Z pobłażaniem...
Bez sensu. Nie będe pisał o pewnych zajściach bo na sama myśl o nich zaczynam się wkurwiać, a po co mam się doprowadzać do stanu skrajnej frustracji? Tego nie chcemy. Ja to jednak jestem nerwowy człowiek. Dziwni ludzie mnie otaczają, którzy sami nie wiedzą czego chcą. W dupach sie im wszystkim poprzewracało i tyle. Znając moje upodobania i zwyczaje to pewnie jeszcze w pierwszej połowie roku zmienię, którąś z moich obecnych prac, a może i wszystkie.  Zobaczymy. Zastanawiam się czemu tak szybko się nudze w pracy, czemu tak szybko tak wiele rzeczy zaczyna mnie wkurwiać? Nie wiem jak ludzie są w stanie pracować w jednym miejscu po 30 lat? Dla mnie to jakaś abstrakcja. W minionym juz roku miałem 3 prace, a własciwie to 4 jeżeli liczyć moja rezygnacje z Pawo w lutym. Ale co ja na to poradze, że wychodze z założenia jężeli praca cie niezadowala lub są jakiekolwiek ale to ją zmień. Proste i logiczne. Zbliża się sesja, nawet nie wiem kiedy mam pierwszy exam. Troche wypadłem z zycia studentów. Bywa... NIe można wszytskiego dobrze robić razem. W natłoku obowiązków zawsze się znajdzie jeden, który ucierpi lub zostanie zaniedbany. W moim wypadku padło na studia. Za to rak płuc jest skutecznie dopieszczany. Wszystkie te bzdurne postanowienia noworoczne, które wszyscy obiecuja spełnić mam w dalekim poważaniu. Nigdy nic nie wnosiły do mojego zycia, żadnych zmian. Ludzie, których znam tez nigdy ich nie dotrzymywali wiec po co to? Globalny wyscig postanowień, ja zrobie w tym roku to, a ja tamto, i wyjdzie z tego jedno wielkie gówno. Nie mam zamiaru rzucać palenia, bo je lubie. Nie mam zamiaru na siłe się odchudzać, bo nie mam na to siły. Jestem gruby i trudno jak komus nie pasuje to won. Ma problem. Marcin za to w nowy rok wszedł z nowym hasłem "ssać lub spać". Ja zawsze mówie spać a on swoje. I wiadomo jak się kończy... Tymczasem stosunkowo udanego weekendu.
14:23, polaroidy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 grudnia 2006
Possibly Maybe
Krąże po własnych myślach szukając odpowiedzi. Nie moge jej znaleźć. Nie ważne. Przecież codzień tyle nieistotnych myśli jest w głowie tylko przejazdem. Czasami są też takie, które zostają na dłużej. Te są najgorsze. Z nich rodzą się psychopaci. A tych jak wiadomo nie brakuje. Najgorsi z nich wszystkich to księża i zakonnice, które cieszą się kiedy wracając po zmroku spotyka je nagła, nieoczkiwana przyjemność. Cieszą się bo nareszcie porządnie i bez grzechu... A przecież na Ziemi żyje tak wielu grzeszników, że jedna puszczająca się zakonnica niebu różnicy nie robi. Gorzej gdyby się okazało, że są ich całe bataliony. Wówczas mielibyśmy do czynienia z czarnym zastępem Niebios. Już to widze. Pół nagie zakonnice, w habicie ze skóry i z ćwiekami na czarnych rumakach z pejczem w ręku... Kto wie może na taką siostrzyczke sam bym się skusił. To byłaby taka antygejowska krucjata...A na tych którzy nie chcieliby się nawrócić na droge heteryzmu czekałyby w piekle paszkwilowate kobity, które faszerowałyby gejów wiagrą i gwałciły od rana do nocy, aż by im ptaszki uschnęły. A jeżeli takby wyglądało piekło dla gejów to jakby musiła wyglądać gejowska armia zbawienia? Rosłe anioły, które jednym doknięciem przywracałyby całe ciało do życia... Kto wie może bóg jest gejem. To by nawet tłumaczyło dlaczego anioły występują tylko w formie męskiej. Bóg nie na darmo podzielił swoich kapłanów na zakony żeńskie i męskie... Jakiś podtekst musiał w tym być. Nic nie dzieje sie bez przyczyny. Nawet w niebie...
02:04, polaroidy
Link Komentarze (6) »
piątek, 08 grudnia 2006
No time to fuck but you like the rush
Duże okno. Mam takie duże okno. Zarówno w domu jak i w pracy. Tak rzadko przez nie wyglądam. A jeżeli juz to tylko w nocy, przeważnie tylko po to, aby popatrzeć na księżyc. Kiedyś bardzo dużo czasu spędzałem w oknie, patzrąc na drzewa, na opadające liście, na krople deszczu spływające po szybie i na wzory jakie tworzył dziadek mróz. Na ludzi, którzy spieszyli się do pracy każdego ranka. Dziś sam się spieszę. Na swoj własny leniwy sposób. Zastanawiam się czy ktoś też siedzi w oknie i patrzy przez nie na mnie, myśląc sobie "kolejny szczur w tym wyścigu"? Wyścigu ku czemu? Dorosłości, karierze, pieniędzy? Jak inaczej? Boli głowa, permamentnie mnie boli... NIe umiem odpoczywać, nie umiem żyć według jakiegoś planu, grafiku. Albo robie wszystko albo nic. Dzień wolny jest prawie równoznaczny z robieniem nic. Tylko co najgorsze, to robienie nic, nie daje odpoczynku ani wytchnienia. Wręcz przeciwnie męczy jeszcze bardziej. Każdy dzięń zaczyna się od jednej pracy, później czas na drugą, a po niej czasami  trzeba wrócić do tej pierwszej, w nocy czasami trzeba zrobić reszte z drugiej. Koło sie zamyka. W tak zwanym między czasie jakieś zakupy, raczej z musu niz z chęci. Cały dzień poza zasięgiem. Zasięgiem znajomych, rodziny... przyjaciół. NIe ma kiedy iść na kawe. Szuflada? Może jeszcze nie. Wcale nie jest mi źle z nadmiaru zajęć, wręcz przeciwnie. Kurwa lubie to...
19:17, polaroidy
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 listopada 2006
.:ANTIBA:.

Nie lubie takich wieczorów jak ten, kiedy w głowie kłębią się myśli dotyczące wszystkich zaległych płatności, nie zapłaconych rachunków i pieniędzy, których brak na wcześniej wymienione zobowiązania. Do Krakowa w tym roku już raczej nie pojade, co nie ukrywam bardzo mnie nie cieszy. Chyba, że mnie ktoś stopem podwiezie i nie zgwałci po drodze. Mikołaj w tym roku też zdecydowanie nie przyjdzie z dużym workiem pełnymprezentów, a raczej z mała reklamówka z tesco, w której będą wyroby lider szajsa. Miejmy nadzieje, że Mikołaj mimo sędziwego wieku ma prężną pałe i zniej zrobi pożytek:D A żeby tak wszystkim wszechpolakom dupska siarczyście zerżnął bez gumy, żeby ich dupy do 3 Króli szczypały! Taki prezent by mnie w pełni uszczęśliwił. W domu sodomia i gomoria... Złośliwość przedmiotów martwych doprowadza mnie do granic skrajnej cierpliwości, utrwalając moje poczucie bezsilności. Później patrze w lustro i wszystko mnie wkurwia. Że spodnie nie pasują, że te sie prują, że włosów za mało, że gdzie indziej za dużo, że się nie układają tak jak powienny, że mają kolor nie taki, żę po każdym goleniu wyglądam jakby mnie matka z brzytwą goniła, bo się podrażnienie utrzymuje, czyli że codziennie, że mam czasami dość spojrzeń innych ludzi... Wiem już, że nie moge oglądać programów Ewy Drzyzgi tudziez innych tokszołów w których poruszana jest tematyka gejowska, a na widowni siędzą takie niedorżnięte skurwysyny, co im nikt nigdy pożądnej laski nie zrobił i chcą wysłać wszystkich o innych niż oni sami poglądach i orientacji na leczenie tylko dlatego, że ci inni mogą mieć seks i przygody seksualne o jakich im samym sie nie śniło. Przyjdzie taki giertychowy pomiot ze światopoglądem Wierzejskiego i myśli, że wszystkie rozumy pozjadał bo ma ciasną dupę, ale do czasu. Boshe jak ja widzę takich ludzi to bym ich najchętniej nagich w trumnach na żywca zamykał i czekał aż sie posrają i  gówno wypali im te faszystowskie poglądy. Banda heteryckich popierdoleńców. No i znowu się podkurwiłem i brzydkich wyrazów używam, no ale jak tu nie kurwić na prawo i lewo kiedy takie szambo po świecie chodzi?no jak kurwa, jak? Z natury jestem człowiekiem nerwowym, muszę czymś tłumić mój gniew, wiem jedno gdybym posiadał zdolności superman'a to od jednego spojrzenmia połowa ludzi na tym świecie pewnie by w tym roku nie zjadło świątecznego karpia... Moje sny potwierdzają tylko ogrom spaczenia mojej psychiki. Zawsze śnimi się coś...dziwnego. Ostatnio śni mi się to, czego najbardziej nie lubie. Pająki, pajęczyny... W żadym razie nie są to sny przyjemne, wręcz przeciwnie. Boje się pająków. budzę się w nocy, mokry. Wcale nie dlatego, że właśnie miałem zajebisty seks. O co chodzi z tymi pająkami? Sprawdzałem juz w różnych sennikach i w każdym piszą co innego. W jednym bogactwo, w drugim areszt i intrygi, w trzecim jeszcze co innego. Jak ktoś wie, niech powie. Mnie nie pozostaje nic innego niz utkać we śnie kolejną pajęczyne...

01:25, polaroidy
Link Komentarze (6) »
niedziela, 26 listopada 2006
Nie bawi mnie nic...

Powinienem byc w szkole, ale nie mam najmniejszej ochoty tam iść. Co za przejebany plan. Kurwa kto wymyśla takie przedmioty jak działania twórcze?! Do tego w planie niedzielnym mam zajęcia z samymi "fascynującymi" ludzmi. Zaczynając od kolesia, któremu zona nigdy nie zrobiła laski i wini za to cały świat swoim entuzjastycznym podejściem do zycia i spojrzeniem skarconego pudla, a kończac na przepitym rudym łbie w przepoconym obleśnym szarym podkoszulku i ortalionowych spodniach... Nie. To mnie przerasta. Nie ide tam. Gdyby te wykłady były chociaż w najmniejszym stopniu interesujące, ale nie są! Po 15 minutach kręce się z dupa bo juz nie mogę wysiedzieć. Po 30 minutach zmieniam w telefonie wszystkie ustawienia od języka po tapete. Po godzinie przeważnie wychodzę na papierosa i juz nie wracam... Do tego te działania twórcze. kobieta daje nam zapałke i uwaga treść zadania: Wyraź siebie za pomocą zapałki! Nie wiem czy mam ja sobie wsadzić w dupe i podpalić i powiedzieć, że Bin Laden powraca czy wsadzic w zęby i zeskrobywać z nich osad z papierosów i kawy. Do tego dzisiaj te wybory. Hmmm na kogo by tu zagłosować? Na Kropiwnickiego czy Kwiatkowskiego?Hmm stary PiSowski pomiot kontra Młody lejący wode POpapraniec. Pójde oddać głos przeciw komus a nie na kogos, wybiore mniejsze zło. I zupełnie jak na propagandowych naklejkach na przystankach MPK "Kiedy przyjdzie bieda, Kropa nic Ci nie da..."

12:51, polaroidy
Link Komentarze (3) »
Say it right

Siedzę sobie przed telewizornią i patzrę sie na ta naszą Madzie Matołek i te jej wzorowe bluzki...Magda Mołek wróć na stołek... Nie wiem ale jak patrze na te wszystkie panie z tv to mam wrażenie, ze wszystkie są albo niedopieszczone, albo maja syndrom niedopchnięcia.

Jestem ogólnie znudzony rzeczywistościa... Ciągle to samo. Wszędzie gdzie nie pójdę święta, które tak na dobrą sprawe zaczynają się za miesiąc i przypominam potrwają tylko 3 dni, a nie jak się wszystkim wydaje 2 miesiące. Dzizas ile można ludzie? Tu choinka, tam Mikołaj... Właśnie dlatego nie lubie świąt. Bo kiedy przychodzą święta, nieczym nie wyróżniają się od dni ostatnich miesiecy, wszędzie ten sam klimat. Ozdobno świąteczny. Wszystko straciło swoja magie. Renifer to jebał...

Znowu brakuje mi czasu, zbyt duzo rzeczy na głowie, ciągle tylko cos trzeba załatwiać, dzwonić, odpowidać, podpisywać, siedzieć po nocach. Nie mówie, że mi to nie sprawia przyjemności, tylko przydałaby się jeszcze chwila na odrobine wytchnienia... Żeby pojechać w kraj i odiwedzic ludzi, którym się to obiecuje...

Koniec tej sielanki, czas na kapiel i do roboty...

10:16, polaroidy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 listopada 2006
Zapomniane noce...

Dawno nie miałem takiej nocy jak dziś...Bardzo dawno. Zupełnie jak za starych dobrych czasów. Brakowało mi tego. Agatko, Jagoda dzięki:* Nic więcej dodawać nie muszę. Niech ten wieczór trwa w naszej pamięci...

06:28, polaroidy
Link Komentarze (2) »
środa, 15 listopada 2006
Slow...

Taki okres, że człowiek nie może swojego miejsca znaleźć. Krząta się tu i tam, nie wie w co ręce włożyć. Niby wszystko jasne i proste. Wystarczy tylko wykonać. Tylko jak, gdy niespodziewanie sen człowieka zmorzy... Właśnie sen. Ostatnio jakoś tak dziwnie mnie łapie dość wcześnie, budzę sie w nocy patrze na zegarek i kłade sie dalej. I tak przez 10-12 godzin nie ma mnie dla nikogo. Nastepnego dnia to samo. Ludzie o co chodzi? Przecież ja nigdy nie zasypiałem wcześniej niz przed 1. Wczoraj jestem w stanie sobie wybaczyć. Zasnąłem na Magdzie M. Czy w tym kraju juz nie mogą robic dobrych seriali? Czasami mam wrażenie, że to mydło powidło powinno sie nazywac Magda M. kontra reszta świata. Aha i żeby nie było że nie oglądam, owszem czasami ogladam, bo jak w domu odbieraja dobrze tylko 3 kanały to zbytniego wyboru nie mam. a tak sie składa, że TVN odbiera najlepiej, przynajmniej nie śnieży. No i ewentualnie polsat tez nie sniezy jak nie pada i nie wieje... Takie zycie. Pomijam juz fakt, ze jak przyjdzie mi rozliczenie za prąd za zime to sie nie pozbieram, bo mam ogrzewanie elektryczne a tu pizga jak w kieleckim. Uroki kamienicy. Ale widziały gały co brały...

10:02, polaroidy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 31 października 2006
Początek końca...:-)

Doczekaliśmy dnia, kiedy po raz ostatni jade tam do pracy... Nie ukrywam, że bardzo sie cieszę. Ponownie coś się kończy a coś sie zaczyna, Bardziej cieszy mnie to, że coś się zaczyna, niż smuci to że się kończy, ale whatever. W sumie wypadałoby  oblać ten dzień, a ponieważ dziś wieczorem w oknach i lokalach będę same dynie, to okazja kusi tymbardziej. W takim razie zabawe czas zacząć moi mili...

09:49, polaroidy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 października 2006
Chwilo trwaj...

Upajam się chwilami takimi jak ta. Niech trwa, niech prowadzi mnie do przodu. Wszystko jest tak jak trzeba, prawie idealnie. Powoli zaczynam czuć zapach satysfakcji zawodowej. Dzieję się tak, jak dziac sie powinno juz dawno temu, ale widocznie na wszystko jest w zyciu czas i do wszystkiego musimy byc odpowiednio przygotowani. Poczułem jak zycie ruszyło z kopyta. Koniec stagnacji. I mimo to, że każdego ranka jest coraz zimniej, a słońce juz chyba po raz ostani pieści nas swoimi ciepłymi promieniami to i tak jest pięknie. Chwilo trwaj... 

16:55, polaroidy
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog